Chociaż nie ma jeszcze decyzji o wznowieniu odstrzału łosia w Polsce, ale ten gatunek znalazł się w ofercie łowieckiej na sezon 2017/2018, którą udostępniła Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Olsztynie – informuje Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze. Jednocześnie Ministerstwo Środowiska opublikowało na swojej stronie w mediach społecznościowych informację, która sugeruje, że za większość wypadków z udziałem zwierząt odpowiada wzrost liczebności łosi. Planom odstrzału sprzeciwia się już 10 tysięcy osób, które podpisały apel w tej sprawie, w ramach kampanii #jestemzłosiem.

RDLPOLSZTYNsmall

W ofercie łowieckiej RDLP Olsztyn znalazł się łoś, za którego postrzelenie zapłacimy – za byka 600 złotych, za samicę lub młodego łosia 500 złotych. Dodatkowo za trofea z zabitego byka o masie do 3 kilogramów myśliwy zapłaci Lasom Państwowym 1200 złotych. Im większa waga trofeum, tym więcej do zapłacenia – te o masie 5 kilogramów i powyżej to koszt 3200 złotych. Znacznie mniej kosztują rapcie samicy i łoszaka – to już koszt 90 złotych.

Wpisanie łosia do oferty łowieckiej, pomimo jeszcze obowiązującego moratorium dotyczącego odstrzału tego gatunku nie pozostawia złudzeń – mówi Paweł Średziński z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze. – Czy teraz możemy spodziewać się szybkiej decyzji resortu w sprawie odstrzału?

Już raz łosia udało się uratować. Za poprzedniej ekipy rządzącej, równie aktywnymi zwolennikami odstrzału łosia byli przedstawiciele Lasów Państwowych. Dzięki społecznej akcji i zebranym podpisom, ówczesny minister środowiska nie pozwolił na odstrzał. Od tego czasu moratorium było jak wyrok w zawieszeniu. Kiedy w czerwcu br. wiceminister Andrzej Konieczny i Dyrektor RDLP Białystok mówili o planach odstrzału łosi, stało się jasne, że sprawa wróci. W swoich ostatnich wpisach w serwisie społecznościowym Ministerstwo Środowiska najpierw powtórzyło za Lasami Państwowymi, że łosi ma być „za dużo”. Następnego dnia sugerowało, że za zderzenia ze zwierzętami i ich wzrost odpowiadać ma rosnąca liczba łosi.

Tymczasem resort środowiska nie dysponuje dokładnymi danymi, a liczebności, którymi operuje nie są wynikiem rzetelnych badań naukowych. Zwracali na to uwagę eksperci, przypominając o trudnościach towarzyszących liczeniu łosi. Nieprawdą jest również, że łosie odpowiadają za wzrost liczby wypadków drogowych. Policja nie prowadzi statystyk dotyczących wypadków z podziałem na gatunki. Co więcej do jednego worka są wrzucane wypadki z udziałem tak zwierząt domowych, jak i dzikich.

Są przecież sposoby ograniczania potencjalnych wypadków, np. poprzez wykaszanie i oczyszczanie poboczy dróg. Jednak o tym zwolennicy odstrzału już nic nie mówią. Łoś jest jednak postrzegany jako „szkodnik” przez Lasy Państwowe. Być może mięso z łosia znajdzie się też na półkach sklepów z dziczyzną, których otwarcie zapowiedział Dyrektor Generalny Lasów Państwowych.

Ministerstwo i leśnicy nie wspominają nic o zgubnych skutkach wznowienia odstrzału. Obowiązujące wciąż moratorium zostało wprowadzone kilkanaście lat temu, kiedy na skutek polowań w latach 80. i 90. XX. wieku nastąpił drastyczny spadek liczebności łosi w Polsce (o ponad 75%  w ciągu kilkunastu lat) i  niemal całkowity zanik ostoi łosia w zachodniej i centralnej Polsce. Ponowne dopuszczenie do polowań na łosie, które mają najniższą liczebność spośród wszystkich gatunków rodzimej fauny jeleniowatych stanowi zagrożenie dla tego gatunku.

Dlatego, wspólnie z innymi organizacjami pozarządowymi, prowadzimy kampanię #jestemzłosiem – dodaje Średziński. – Nie zgadzamy się z pomysłem odstrzału łosia. Ten gatunek wymaga lepszego poznania i dalszych badań naukowych. Łoś powinien być wpisany na listę gatunków chronionych, co zagwarantuje większą kontrolę nad zarządzaniem tym gatunkiem. Nie zasługuje, aby być na liście gatunków łownych. Już raz łosia prawie, że straciliśmy. Teraz nie możemy już na to pozwolić. Apel jest pierwszym krokiem. Jeżeli nie poskutkuje, podejmiemy kolejne działania.

Apel można podpisać na stronie http://akcja.przyrodnicze.org/kampanie/jestem-z-losiem