wilkibieszczadzka

W ostatnich miesiącach znów obserwujemy coraz więcej medialnych doniesień na temat wilków, które rzekomo stanowią zagrożenie dla ludzi. W nurt takich wypowiedzi wpisał się artykuł opublikowany na łamach „Gazety Bieszczadzkiej”, zatytułowany „Basior do odstrzału”. Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze napisała w tej sprawie do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie z prośbą o wyjaśnienia. Okazuje się, że nie ma podstaw do stwierdzenia, że za zniknięcie dwóch psów odpowiadają wilki.

„Gazeta” poinformowała o 5 przypadkach zagryzień psów przez wilki, a wójt gminy Czarna zapowiedziała wysłanie pisma do dyrektora Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w sprawie zgody na odstrzał osobnika tego chronionego gatunku. Jednocześnie artykuł stwierdzał, że „prawdopodobnie jeden basior, który został odrzucony przez stado” jest przyczyną zagryzień. Przytoczone przez „Gazetę” informacje nie mają jednak wiele wspólnego z informacjami, którymi dysponuje rzeszowski RDOŚ, a więc instytucja wyspecjalizowana w rozwiązywaniu sytuacji konfliktowych z udziałem gatunków chronionych.

Na pytanie o liczbę zgłoszeń dotyczących zabicia przez wilka, RDOŚ odpowiedział, że przyjął dwa takie zgłoszenia, w dniu 4 lipca 2017 roku i w dniu 2 listopada (po publikacji artykułu z 20.10.2017) 2017 roku.

Fundacja zapytała również o to, na jakiej podstawie ustalono, że psy stały się ofiarą wilka. Odpowiedź RDOŚ nie pozostawia wątpliwości:

„Po oględzinach pracowników tut. Dyrekcji, przyczyny zabicia obu psów w obu przypadkach są nieznane, ponieważ nie znaleziono szczątków psów, nie znaleziono również śladów walki czy krwi. Z oświadczeń wynika, że psy zostały wyniesione przez wilka do lasu.”

Nie ma zatem podstaw do stwierdzenia, że psy zostały zabite przez wilki. Podobnie jak nieuzasadnione jest przypuszczenie, że za „zagryzienia” odpowiada jeden osobnik, do tego zidentyfikowany jako samiec wilka. Natomiast RDOŚ zapytany o opinię w tej sprawie odpowiedział, że nie jest w posiadaniu opinii ekspertów, która pozwala precyzyjnie ocenić, że był to właśnie samiec, a do tego odrzucony przez stado . Na jaką zatem opinię powołała się „Gazeta Bieszczadzka”? Czy zadziałała sugestia niechętnych ochronie wilkom osób? Media powinny powoływać się na rzetelne źródła informacji. Tym bardziej, że określenie, czy jest to ten sam osobnik i czy został wykluczony ze stada wymagałoby fachowej ekspertyzy i zbadania.

Co więcej artykuł w „Gazecie Bieszczadzkiej” stworzył atmosferę zagrożenia, jakoby wilki zagrażały ludziom, ponieważ „grzybiarze wciąż natykają się na truchła zagryzionych saren”. Pisanie o niebezpieczeństwie na podstawie zagryzionych dzikich zwierząt w lesie jest szukaniem sensacji i może wynikać z nieznajomości biologii gatunku.

To właśnie dzikie zwierzęta powinny stanowić podstawę pokarmu wilka – mówi Paweł Średziński z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze. – Jednak wilk jest traktowany coraz częściej jako konkurent myśliwych. A część z nich chce wznowienia odstrzału wilka, tłumacząc to m.in. tym, że wilk zjada dzikie zwierzęta w lesie. Jest zatem traktowany jako konkurent, a jednocześnie trofeum, na które od drugiej połowy lat 90. ubiegłego stulecia nie można polować.

Wilki nie mają łatwego życia w Bieszczadach. Giną nie tylko z przyczyn naturalnych, ale również z rąk ludzi. W ostatnich tygodniach zakończył się proces myśliwego i podleśniczego z Nadleśnictwa Lesko, oskarżonych o zabicie i oskórowanie samicy wilka. Sąd uznał ich za winnych popełnionego czynu. Ujawnienie tego przypadku kłusownictwa było możliwe dzięki uczciwemu myśliwemu, który doniósł o tej sprawie, za co spotkały go sankcje, w tym zawieszenie w prawach członkach koła łowieckiego. Być może dlatego o wielu sprawa zabicia wilka nie dowiemy się wcale.